czwartek, 17 lutego 2011

O czytelnictwie, polskim hipokryźmie i tym czemu nie lubie być Polakiem.

"56 proc. Polaków nie miało w ciągu ostatniego roku książki w ręku (...)Książkę zdefiniowano w tym badaniu szeroko - włączając do tej kategorii albumy, poradniki, encyklopedie, słowniki, a także książki w formie elektronicznej." - dla mnie to przerażające. Ponad połowa połowa polaków nie miała w zeszłym roku ŻADNEJ(! książki, ba , nawet takiej z przepisami. Gdy zawężamy kryteria pytanych do miasta powyżej 500 tyś mieszkańców sprawa wygląda również dwojako - z 239 pytanych tylko 16 odpowiedziało iż przeczytało 6 lub więcej książek w zeszłym roku. Osobiście nie wyobrażam sobie jak można książek NIE CZYTAĆ? Że to niby obciach? Nie modne? To z lenistwa? TO OBŁĘD!

Zrobiłem rachunek sumienia, zastanowiłem się ile książek przeczytałem w samym grudniu. Otóż było to 4 pozycje - Diuna(F.Herbert), Metro 2034(D.Glukhovsky) ,Cyfrowe Marzenia(P.Mańkowski) , Mechaniczna Pomarańcza (A.Burgess). Dość ambitny wykaz lektur, lecz 2 z tych książek czytałem już 2(i 3) raz, gdyż są one tego warte. Widzadząc raporty potwierdzające fatalny stan polskiego czytelnictwa jednocześnie słysząc od rówieśników w szkole, że nie przeczytali lektury, ani tym bardziej opracowania zastanawiam się co będzie z polskim społeczeństwem w przyszłości? Osobiście nie popieram formy zmuszania do czytelnictwa, ale wiedząc że lektury szkolne to czasem jedyny kontakt tych dzieci z książką dostrzegam słuszność w tym rozumowaniu. Jeśli Polska nie chce być krajem przeciętniaków z klasy robotniczej to czas coś zmienić. Oczywiście,nie wieżę w to że ktoś weźmie sobie to do serca i nagle z dnia na dzień zacznie czytać 7 książek tygodniowo, ale niech zacznie od tego, iż przestanie traktować , a co za tym idzie rozpowszechniać tezę mówiącą o obciachu wynikającym z czytania książek.

To teraz może o sporcie i hipokryźmie polaków. Otóż wszyscy polakami jesteśmy czy tego chcemy, czy nie(mieszkając w tym kraju i ogólnie będąc z nim jakoś związani) i z historii wiemy ileż to nasz kraj wycierpiał. Ale czy to nie jest tak, jak w tej zasadzie "tak długo mi to wmawiali, że stało się prawdą"? Czy to nie jest tak, że my na siłę chcemy być tymi męczennikami, nawet za cenę własnej wolności, czy życia? Na siłę wręcz chcemy udowodnić swoje istnienie(wszak możemy czuć się przyćmieni sąsiadując z takimi państwami jak Rosja i Niemcy) swoje bohaterstwo i "polskość" (przykładem mogło by być chociażby, moim zdaniem, głupie rozwiązanie konfliktu o autostradę eksterytorialną z Berlina do Gdańska, co jak wiemy skończyło się kampanią wrześniową i drugą wojną światową). Polski naród potrzebuje bohaterów jak powietrza, a jeśli dodatkowo ten bohater staje się dodatkowo męczennikiem automatycznie zyskuje +10 do ilości ślepo oddanych wyznawców.

Przykładem tak mocno czczonych bohaterów są nasi najwięksi sportowcy. Jestem w stanie zrozumieć, że w sporcie, szczególnie międzynarodowym, chodzi przede wszystkim o patriotyzm, ale hipokryzm w wykonaniu polaków jest wręcz obrzydliwy. Świetnym przykładem takiego hipokryzmu jest mój ojciec - w momencie gdy pojawił się Robert Kubica i zaczął jeździć w podstawowym zespole BMW, wykupił na 3 lata największy pakiet telewizji ze słoneczkiem w logo, aby "oglądać treningi". Owszem nie było by w tym nic dziwnego gdyby nie to, że ten sport jest autentycznie nudny! Bo jak inaczej określić sport, w którym faceci(nikt w sumie nie wie czy to faceci, gdyż widać im jedynie kaski)sieżdżący w dużym gokarcie jeżdżą w kółko poprawiając jedynie czas okrążenia. Jedyny naprawdę ciekawy moment to ten, gdy któryś z facetów przyśnie za kółkiem i przypierdzieli w barierkę, lub jeszcze lepiej , innego przysypiającego faceta. Ale nie o sporcie mowa tylko fenomenie polaka odnoszącego zwycięstwo. Wszak tak samo było z Małyszem, Justyną Kowalczyk , Tomaszem Sikorą , Szczypiornistami, czy Siatkarkami. A przy okazji ostatniego głośnego wypadku R.Kubicy mój rodziciel oglądał przez tydzień wszystkie serwisy informacyjne(te sportowe również), aby na bieżąco dowiadywać się o jego stan zdrowia, mimo że w każdym mówili dokładnie to samo.

Między innymi to jest jeden z powodów za które wstyd mi ze jestem polakiem. Tak wiem, to skrzywienie jeśli chodzi o okazywanie patriotyzmu - miłości do ojczyzny, ale zbytnie okazywanie tego prowadzi w konsekwencji do skrzywień obserwowanych np. u Amerykanów. Wstyd mi też, za to jak Polacy są mało tolerancyjni, nie tylko w kwestiach wiary(awantura na Krakowskim Przedmieściu) jak i odmienności w kwestiach seksualności(zawirowania wokół parady równości), czy preferencji politycznych (zapewne już zapomniany 11 listopada i demonstracje narodowców i "tej drugiej strony", która jak dla mnie była po prostu zbiorowiskiem lewicowców bałamucących niczego nie świadomą młodzież). Na końcu wstyd mi za wizerunek polaka na świecie - złodzieja, idioty, który nie umie czytać, analfabety umiejącego jedynie machać młotkiem i krzyczeć jakiż to on nie jest ciemiężony. Ten wpis jest formą protestu, nie chce tak wyglądać w oczach świata! A przecież to my - naród polski tworzymy razem ten wizerunek.

środa, 16 lutego 2011

"Czemu tesknie za czasami w których nie żyłem?"

"Za komuny było lepiej" słyszymy często od starych dewotek w moherach, zdecydowana większość odpowiada pustym śmiechem, prosi o argumentacje(a jako że to dewotki w moherach raczej nigdy jej nie udzielają) lub zwyczajnie sprawę olewa nie wnikając w szczegóły. Po dzisiejszych bardzo głębokich przemyśleniach stwierdzam, że żałuje iż nie żyłem w czasach "radzieckiego zaboru" zwanego przewrotnie pomocą niesioną przez bratni naród. Dlaczego? Bo wtedy żyło sie lepiej, oczywiście nie było wszystkich wygód obecnego świata takich jak internet, komórki , tak ukochane przeze mnie gry video i inne tego typu bajery. Była za to gra w bierki, dość udany patriotyzm oraz normalne stosunki miedzy ludzkie. Boli mnie zatracanie się coraz głębiej w świat internetowej perwersji i zubożenia kontaktów z drugim człowiekiem. "Rzygam" na widok 10-latka z najnowszym modelem ajfona słuchającego w autobusie "SwEeT JB", pustej nastolatki czytającej Zmierzch i wszechobecnego dresiarstwa. Nawet za cene wygód chciałbym żyć w tych czasach, gdy ikonami popkultury byli Merlin Monroe, Kurt Cobein czy zaćpani brudni metalowcy z Black Sabbath. Czasem mam ochotę spytać rodziców tych dzieci, czy walcząc z zaborczym systemem tak własnie wyobrażali sobie przyszłość? Pustą, jałową i chu*a wartą? ale zboczyłem z tematu nie o teraźniejszości lecz o przeszłości była mowa.Gdzie te czasy gdy nikt nawet nie pomyślał by o płaskim telewizorze i 3D w kinie? Gdzie magia festiwalu w Jarocinie? Gdzie chęć robienia CZEGOKOLWIEK poza siedzeniem na FB? Ludzie nie umieją już rozmawiać patrząc sobie w oczy, wyznawać uczuć będąc w stanie trzeźwości umysłu, przejmować się nieszczęściem innych. Nie chce obwiniać "jednego z moich najlepszych przyjaciół - Pana 'Interneta' ", ale to miedzy innymi on jest sprawcą tych 'zuych' rzeczy. Większość ludzi to wlaśnie internet traktuje jako odbiorce emocji i treści tworzonych przez siebie, a nie drugiego człowieka. Dlatego na forach panoszą się trolle i kozaki. W ekstremalnych przypadkach (chociaż zauważam to już coraz częściej) przenosi się do normalnego życia.
Tytułem końca - ktoś powie " gówno prawda, kiedyś wcale nie było lepiej, ludzie robili to samo". Bycmoże , nie wiem nie żyłem w tamtych czasach, ale mam takie głupie wrażenie że o wiele bardziej pasuje do tamtego, można by rzec, bardziej ludzkiego , buntowniczego stylu życia.

KAROL